Moje dzisiejsze przemyślenia skupiają się na ulotności życia. A zacznijmy od początku.
Pojechałam z mamą do kościoła na roraty. Już stałam przy drzwiach, gdy zauważyłam trzy auta z włączonymi światłami awaryjnymi. "Oho, stłuczka"- pomyślałam. Podeszłam bliżej i zauważyłam, że na chodniku ktoś leży. Była to szesnastoletnia dziewczyna (moja koleżanka zresztą, razem na Zielonej Szkole byłyśmy). Nad nią stała jej młodsza siostra, którą również potrąciło, ale mogła wstać. Auto miało wybitą przednią szybę... Po prostu nie obejrzały się dokładnie i samochód w nie wjechał.
I po tym właśnie widać, jak życie jest kruche. A gdyby tak auto jechało szybciej? A gdyby tak one się rozejrzały? A gdyby tak sprawca je zostawił na chodniku? A gdyby. A gdyby...
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz